Specjalne rady „Superniani”

Rodzice często są przekonani, że wychowanie dziecka przychodzi instynktownie. Tymczasem, żeby robić to mądrze, trzeba mieć niemałą wiedzę, umieć obserwować malca i pobudzać do rozwoju. I co najważniejsze – warto zacząć już od pierwszych chwil jego życia. Nasz ekspert, Dorota Zawadzka, podpowiada, jak opanować tę trudną sztukę.

DOROTA ZAWADZKA: Bo wielu z nich nie ma bladego pojęcia, jak z nimi postępować. Informacje na temat wychowania często opierają na przekazach rodzinnych, stereotypach, mitach, a nawet zabobonach. Czasem na starych książkach psychologicznych. A przecież od czasu, gdy oni byli mali, wiedza na temat rozwoju i psychiki dzieci ogromnie się rozwinęła i zmieniła. Nie można tego ignorować. Kiedyś uważano, że najlepsze dla maluchów jest mleko w proszku podawane o stałych porach. I że niemowlak powinien jak najwięcej płakać, bo to pozwala w pełni rozwinąć się płucom. Dziś wiemy, że to nieprawda. Rodzice, którzy czytają książki i czasopisma o dzieciach, wiedzą, co w danym momencie dzieje się z ich pociechą. To ułatwia im nawiązanie z nią kontaktu i daje większą szansę na sukces wychowawczy.
DOROTA ZAWADZKA: Na pewno nie dopiero wtedy, gdy ma kilka lub kilkanaście lat. To zdecydowanie za późno! Trzeba zająć się tym od początku, najlepiej jeszcze w ciąży. Regularne odżywianie, sen, unikanie stresu to nic innego jak świadome przyzwyczajanie dziecka do zdrowego trybu życia. Istnieje teoria psychologiczna – nazywana teorią przywiązania* – mówiąca o wpływie, jaki wywiera na rozwój dziecka troska okazana mu przez mamę w pierwszym okresie życia. Badania psychologiczne dowiodły, że dzieci, które po urodzeniu kładzione były na brzuchu mamy, mają z nią lepszy kontakt niż maluchy, które od razu zabierano do badania i mierzenia. Dlatego już w chwili narodzin kobieta powinna przytulić dziecko do piersi, spojrzeć mu w oczy, czule do niego przemówić. A urlop macierzyński lepiej wykorzystać na obserwowanie malca i poznawanie jego potrzeb, a nie na sprzątanie czy przyjmowanie gości. Pielęgnując niemowlę, rodzice często koncentrują się na jego rozwoju fizycznym. Sprawdzają, ile waży, mierzy, czy siada, wstaje, chodzi. To ważne. Ale równie istotne jest to, jak rozwijają się emocje dziecka. Na którym ręku woli spać, z której piersi pić, woli zasypiać samo czy z mamą, gdy jest jasno czy w ciemności, jak wygląda ulubiona kąpiel – odbywa się w wanience czy wiaderku, czy lubi, gdy woda przelewa się między palcami, woli przebywać w ciszy czy słuchać muzyki, w jakiej temperaturze czuje się komfortowo, czy uwielbia być masowane po brzuszku, woli leżeć gołe czy ubrane. Efekty obserwacji najlepiej zapisywać. To ułatwia sprawdzanie regularności codziennych czynności i pozwoli ułożyć wygodny dla mamy i dziecka plan dnia.
DOROTA ZAWADZKA: Gdy maluch przestaje wymagać nieustannej opieki, mamy skupiają się na innych sprawach. Klasyczny obrazek: na ławce w parku rozmawiają dwie kobiety. W pewnym momencie do jednej z nich podbiega dziecko i o coś pyta. Matka, nie odwracając głowy w stronę malca, rzuca „Nie przeszkadzaj! Nie widzisz, że rozmawiam?!”. A przecież w takiej sytuacji powinna przerwać plotki z koleżanką i poświęcić dwie minuty tylko dziecku. Wtedy ono nauczyłoby się, że jest ważne. Często zdarza się, że matka doskonale słyszy, co mówi dziecko, ale go nie słucha i nie próbuje zrozumieć. Interesuje ją, czy zjadło obiad, ale kłótnię z koleżanką z przedszkola czy nieudany rysunek zbyt często traktuje jak niewartą uwagi błahostkę. Szkopuł w tym, że dla dziecka jest to w tej chwili sprawa życia i śmierci. Jeśli matka się nad nim nie pochyli, dziecko poczuje się opuszczone i pozbawione wsparcia. Stąd tylko krok do utraty zaufania. Dla maluchów rodzice są całym światem, niepodważalnym autorytetem, ostoją. Nic dziwnego, że gdy coś dzieje się w ich życiu, chcą się im zwierzyć. Kto ma wysłuchać, kto poradzić, jeśli nie rodzice? Rozmowa z dzieckiem to ich podstawowy rodzicielski obowiązek. Tymczasem niektóre mamy i tatusiowie uważają, że najważniejszą sprawą jest zapewnianie pociechom wiktu i opierunku. Stąd przeważnie wynikają problemy. Rodzice tłumaczą często, że nie mają czasu, są zajęci własnymi problemami, zarabianiem pieniędzy.
DOROTA ZAWADZKA: Nie. Doba każdego z nas trwa dokładnie tyle samo, a problemy rodziców nie są żadnym usprawiedliwieniem dla zaniedbywania potrzeb dziecka. Mądrzy rodzice dążą do jak najszybszego rozwiązywania konfliktów z małżonkiem czy partnerem, uczą się nie przynosić problemów z pracy do domu, rozsądnie zaciągają zobowiązania. I co najważniejsze – nie zrzucają swoich negatywnych emocji na dzieci.
DOROTA ZAWADZKA: Często nadużywają wobec dziecka władzy rodzicielskiej. Maluch zaczyna mieć własne zdanie, mniej więcej w wieku dwóch lat. Jeśli rodzice zmuszają trzy-, cztero- czy pięciolatka do zrobienia czegoś, czego nie chce, np. do zjedzenia nielubianej zupy, pokazują, że kompletnie się z nim nie liczą. Karmiąc dziecko na siłę, stosują wobec niego przemoc psychiczną i fizyczną. Łamią jego wolę i stawiają na swoim. Dziecko czuje się nieszczęśliwe, a przecież jedzenie powinno być przyjemnością! W Polsce mamy bardzo często przesadzają z karmieniem dzieci. Zapominają, że one nie mogą jeść tyle, co dorośli, bo mają żołądek rozmiarów jabłka. Poza tym już dwulatek może mieć swoje określone preferencje kulinarne. I jeśli chcemy, żeby jadł, musimy zaproponować mu to, co lubi. Nawet jeżeli jest to tylko jeden rodzaj zupy. Można podawać mu ją codziennie, tyle że raz z makaronem, innym razem z ryżem, lanymi kluseczkami albo ziemniakami. Najbardziej lubi makaron? Przyrządźmy go na drugie danie z jego ulubionym sosem. A następnym razem dodajmy do niego odrobinę mięsa. Potem ser, zieloną pietruszkę. W taki sposób można stopniowo rozszerzyć menu niejadka. Bez traumy. Dzieci nie lubią być karmione na siłę.
DOROTA ZAWADZKA: Takie zachowanie godzi w poczucie własnej wartości dziecka. Mała Ala myśli, że jeśli nie umie rysować tak ładnie jak córka sąsiadki, to nic nie warta. Podobnie jak pięcioletni Jaś, którego mama w jego obecności głośno opowiada w sklepie, jak to poprzedniego dnia zsikał się w majtki. Wstyd, który odczuwa dziecko w takiej sytuacji, z czasem zamienia się w pogardę. A jeśli malec będzie gardzić sobą, w przyszłości zacznie gardzić również innymi ludźmi.
DOROTA ZAWADZKA: Pozwalanie dzieciom na wszystko i traktowanie ich jak kumpli wcale nie jest dobrym rozwiązaniem. Pozbawione wzorców zachowania maluchy tracą orientację w świecie i czują się zagubione. Z dzieci wychowywanych bezstresowo bardzo często wyrastają niezaradni życiowo egoiści, którzy są przekonani, że wszystko się im należy. Rodzic, który pomaga dziecku zrozumieć, co jest dobre, a co złe, jest dla niego oparciem i daje poczucie bezpieczeństwa. I o to właśnie chodzi.
DOROTA ZAWADZKA: Przede wszystkim trzeba szanować je za to, że jest i pozwolić mu szanować siebie. Rodzice jak najszybciej powinni pogodzić się z tym, że dziecko jest odrębnym bytem, a nie kawałkiem mamy czy małym tatą. Może mieć własne zdanie – całkowicie odmienne od naszego – i ma prawo je wyrazić. Nasza głowa w tym, by nauczyć malca robić to w sposób akceptowany społecznie. Nigdy nie powinniśmy mówić, a nawet sugerować, że dziecko jest głupie albo że nic nie umie. W ten sposób na pewno nie zmobilizujemy go do zdobywania wiedzy.
DOROTA ZAWADZKA: Krytykujmy postępek, a nie dziecko. Mówmy: „Zjeżdżanie rowerem ze zjeżdżalni to był głupi pomysł”, nigdy: „Tylko idiota mógł wymyślić coś tak durnego!”. Nigdy nie dokuczajmy dziecku i nie stosujmy wobec niego kar cielesnych. Malec pomyśli, że jeśli mu dokuczają, on może dręczyć innych. I że jeśli on jest bity, też może stosować przemoc. A to doprowadzi jedynie do eskalacji przemocy. Bicie dziecka w Polsce jest zabronione prawem. Klaps to także bicie.
DOROTA ZAWADZKA: To zależy zawsze od sytuacji. Nie ma sensu negocjować w sprawach, w których dziecko może odmówić, np. zjedzenia obiadu albo pójścia spać. Może przecież nie być głodne. Więc namawianie nie ma sensu. Jeśli dziecko buntuje się dla samego buntu, jak to robią dwulatki, trzeba to przeczekać. Jeśli jest to bunt na poziomie poznawczym, np. dziecko na spacerze nie chce iść w prawo, bierzemy pod uwagę jego zdanie i idziemy w lewo. Jednocześnie staramy się zrozumieć przyczynę buntu. Może po prawej stronie zwykle nic się nie dzieje, a po lewej jest kotek za płotem albo budka dla ptaszków na drzewie. Trzeba uważnie obserwować dziecko i starać się je zrozumieć. Malca może zainteresować coś, na co my nie zwrócilibyśmy uwagi, np. latarnia z rozbitym kloszem. Ono bez protestów pójdzie na spacer, jeśli obiecamy mu, że będziemy przyglądać się latarniom po drodze i obejrzymy także tę uszkodzoną. Pozwalajmy dziecku spełniać swoja potrzebę poznawania świata. No i bądźmy pomysłowi.
DOROTA ZAWADZKA: Dzieci czasem proszą o pewne rzeczy nie dlatego, że rzeczywiście chcą je mieć, ale po to, by nas sprawdzić. Dlatego warto mówić „nie”. Odmowę dobrze jest uzasadnić. Im prościej to zrobimy, tym lepiej. Jeśli malec chce zabawkę nieodpowiednią dla jego wieku, możemy powiedzieć po prostu: „Nie kupię ci tego samochodu, bo jest przeznaczony dla dzieci od 5 lat, a ty masz dopiero 3”. Nie warto dyskutować za długo, ale trzeba mieć mocny argument. Nie jest nim „brak pieniędzy”, jeśli zaraz po tym rodzic kupuje np. papierosy.
DOROTA ZAWADZKA: Można powiedzieć: „Dziś ci jej nie kupię. Poczekamy 2 dni, porozmawiamy o tym, a potem zdecydujemy”. Jeśli to chwilowy kaprys, dziecko do sprawy już nie wróci albo na spokojnie da się przekonać, że nie byłby to dobry zakup. Maluchy często pragną pewnych rzeczy dlatego, że mają je koledzy. Wtedy można zapytać smyka, czy naprawdę chce być taki sam jak inne dzieci. Przecież jest wyjątkowy! Można zaproponować wybranie czegoś ciekawszego, bardziej rozwijającego. A przy okazji wzmocnić u dziecka pewność siebie. Nie warto natomiast spełniać zachcianek na odczepnego: „Kupię ci tę zabawkę, ale daj mi spokój!”. W ten sposób dajemy maluchowi do zrozumienia, że chcemy je mieć jak najszybciej z głowy, a więc jest dla nas nieważne. Rodzice nie muszą kupować pociechom wszystkiego, o czym zamarzą, ale powinni starać się zaspokoić ich potrzeby. Nie odmawiajmy dziecku dla samego odmawiania albo dla podkreślenia, że to my jesteśmy rodzicami, więc to my decydujemy. Takie postępowanie uczy malca ślepej podległości. A przecież nie o to nam chodzi.
DOROTA ZAWADZKA: Wszystko, co robimy przez pierwsze lata jego życia, procentuje w przyszłości. In plus lub in minus. Wielu rodziców złości się, że ich dziecko pytane, jak było w szkole, bąka coś, nie odwracając się od komputera. Zamiast wpadać w gniew, powinni zastanowić się, jak oni postępowali w podobnych sytuacjach. Co robiła mama, gdy maluch przychodził porozmawiać, a ona była zajęta w kuchni? Jak na dziecięce zaczepki reagował tata pochłonięty oglądaniem wiadomości albo meczu? Jeśli dziecko było przeganiane jak natrętna mucha albo słyszało: „Jestem zajęty/a, nie widzisz?!” albo „Nie przerywaj, gdy dorośli rozmawiają”, teraz po prostu odtwarza to, czego nauczyło się od rodziców. Żeby zmienić sytuację, trzeba ustalić nowe zasady postępowania. Warto umówić się, że gdy rozmawiamy, patrzymy na siebie. Jeśli rodzice rzeczywiście nie mają czasu, powinni mimo to na chwilę przerwać wykonywaną czynność i powiedzieć: „Przepraszam, teraz jestem zajęty/a. Za chwilę skończę i wtedy porozmawiamy, dobrze?”. I muszą dotrzymać słowa!
DOROTA ZAWADZKA: Pod szyldem dziecięcego nieposłuszeństwa mogą kryć się cechy, które u osób dorosłych uznawane są za atuty. Dlatego maluchy dobrze jest wychowywać z myślą o dorosłych, którymi się staną, i nie łamać im charakteru. Nie powstrzymujmy zapędów ciekawskiego Jasia, może zostanie kiedyś dociekliwym naukowcem. Warto pozwolić przebojowej Zuzi dyrygować rodzicami podczas zabawy. A nuż będzie w przyszłości menedżerem zarządzającym setką ludzi. Nie niecierpliwmy się, gdy Piotruś po raz kolejny poddaje w wątpliwość wszystko, co mówimy. Być może zasłynie jako wybitny prawnik, dziennikarz czy wynalazca. Z całą pewnością będzie miał taką szansę. O ile rodzice mu jej nie odbiorą.